It’s Hard to Dance with a Devil on Your Back
It’s Hard to Dance with a Devil on Your Back to fraza z piosenki Florence + the Machine, która stała się osią wystawy Dziedzica i Swobody.
Czym jest ten „diabeł na plecach”? Może lękiem, może winą. Może głosem, który podpowiada, że nie jesteśmy dość dobrzy. Ale to tylko początek. Artyści nie pokazują diabła wprost – nie chodzi im o ilustrację, lecz o uruchomienie wyobraźni. Ten diabeł przyjmuje różne formy. Bywa systemem, który wyklucza. Głosem, który decyduje, kto zasługuje na pełnię praw, a kogo można sprowadzić do „czegoś”: do siły roboczej, do zasobu, do problemu. Czasem nosimy go pod skórą, czasem spotykamy go w przemocowej architekturze, na granicy, w bezdusznej procedurze.
Wystawa jest próbą uchwycenia tych trudnych do opisania momentów. Obrazy, rysunki, obiekty – to nie gotowe odpowiedzi, lecz otwarte propozycje. To tropienie tego, co niewidoczne, a przecież realne. To opowieść o ciałach wystawionych na działanie władzy, o świecie, który coraz częściej przypomina scenę, gdzie to, co prywatne, poddane jest logice tego, co polityczne, a to, co ludzkie – staje się odczłowieczone. W takiej rzeczywistości odgrywamy role narzucone przez system.
Dziedzic i Swoboda nie moralizują. Zamiast tego – zapraszają do uważnego patrzenia. Być może to pierwszy krok, by zrzucić diabła z pleców i znów odzyskać własny rytm.
Na wystawie diabeł przejawia się w różnych obrazach i formach, z których każda odsłania inny wymiar tej opowieści. To, co poniżej, to tylko kilka z jego wcieleń.
Diabeł pierwszy: nie wierz ładnym obrazkom.
W cyklu Borderline Łukasza Dziedzica pejzaż jawi się najpierw jako zapis piękna – linia horyzontu, rytm roślin, puls światła. Dopiero tytuł odsłania jego drugą
warstwę: Usnarz Górny, Strefa Gazy, Donieck. To, co kojące, znika. Krajobraz nie ukazuje przemocy, ale mimo wszystko ją przywołuje – poprzez zestawienie tego, co widzimy, z wiedzą, której nie możemy się już wyrzec.
Diabeł drugi: ludzie, którzy muszą uciekać ze swoich domów.
W drugim cyklu Dziedzic wybiera pojedyncze postacie z reporterskich fotografii – ludzi w kryzysie, migrantów. Szkicuje ich realistyczne portrety, aby następnie zamienić je w maski. Ale maska Dziedzica nie zakrywa, lecz podarowuje siłę; nie odbiera tożsamości, lecz skupia energię potrzebną, by przejść dalej.
Jak w dawnych duchowych obrzędach, kiedy przywdziana maska demona dawała moc, tak tutaj maska staje się narzędziem przetrwania i przemiany. Oba cykle – pejzaże i maski – łączy jedno pragnienie: by sztuka była czymś więcej niż obrazem, by miała moc kształtowania rzeczywistości, przywracania głosu, odzyskiwania miejsca, w którym życie może trwać dalej.
Diabeł trzeci, czwarty, piąty…: uprzedmiotowienie, dominacja, tresura…
Z kolei Tom Swoboda zaprasza do spojrzenia na architekturę zoo jako na metaforę opresji i ludzkiej dominacji nad naturą. Jego fotografie, instalacje i „postzoologiczne” obiekty przedstawiają logikę klatki: uwięzienie pejzażu, porządkowanie i uprzedmiotowienie.
Maska Swobody również nie jest zwykłym rekwizytem, ale narzędziem odkrywania. To, co miało pozostać w ukryciu, zostaje wystawione na ostre światło. Maska działa jak zwierciadło historii – przypomina o tresurze różnicy i o tym, jak łatwo egzotyzować Innego. Oddziela, a zarazem ujawnia: pokazuje mechanizm społecznego teatru, w którym to, co zwierzęce, ludzkie, prywatne i społeczne stapia się w jedną zasłonę twarzy. W tej przestrzeni zoo staje się archiwum przemocy i projekcją niezrozumienia wobec „nieludzi”. A maska – figurą nieustannej gry między władzą a tożsamością, ekspresją a ukrywaniem wstydu. Maska to rana, która przybrała kształt.
Zestawienie fragmentów wybiegów dla zwierząt ze strukturami organicznymi Swobody oraz jego maski zdają się mówić: nie kontroluj – spotkaj się. Swoboda pyta wprost: czy potrafimy zdjąć filtr dominacji i zobaczyć inne gatunki jako równorzędnych mieszkańców tej samej ziemi?
Obu artystów łączy sprzeciw wobec polityki wrogości i rasistowskich wzorców zakorzenionych w kulturze. Posługują się językiem prostym, surowym i bezpośrednim – po to, by przepracować lęk i złość oraz odzyskać sprawczość. Ich sztuka nie upiększa, lecz reaguje. Taniec z diabłem trwa, ale tutaj zostaje nazwany i zatrzymany w obrazie, aby można go było rozbroić: spojrzeniem, gestem, decyzją o odpowiedzialności.







